Kobiece Wyznania

Rzecz, która niszczy życie i obrzydza macierzyństwo

Są takie dni, że ma się ochotę krzyczeć i bić głową w mur. Albo wyjść z domu niepostrzeżenie i zniknąć na kilka dni. Zaszyć się w jakimś miejscu, do którego nikt nie ma dostępu. Przez chwilę być tylko ze sobą i dla siebie. Wziąć głęboki oddech i odetchnąć z ulgą. Przypomnieć sobie jak brzmi cisza…

Wyznanie matki: Nigdy nie okazywałam swoim dzieciom uczuć, aż do tego dnia...

Rodzice wychowali mnie naprawdę twardą ręką, wyrosłam na ludzi. Nigdy nikt się ze mną nie cackał, nie przytulał mnie, kiedy stłukłam sobie kolano, nie mówił „kocham Cię, córeczko”. Mam jednak wrażenie, że taki „zimny wychów” dobrze na mnie podziałał i dzięki temu jestem kobietą silną i zdecydowaną.

Wyznanie: Żyje w związku z wdowcem, ale jest jeden problem...

Zawsze słyszałam, że związki z wdowami czy wdowcami z różnych względów nie należą do najłatwiejszych. Traf chciał, że sama właśnie w takim żyję.

Czy zdrada zawsze oznacza koniec związku?

Czy zawsze zdrada jednego lub obu partnerów oznacza koniec związku? Czy zawsze kończy się rozstaniem? A może jest szansa na uratowanie, a nawet poprawę relacji? Poniżej dzielę się z Wami moją historią. Temat i doświadczenie niezmiernie dla mnie trudne, ale mam nadzieję, że moje świadectwo będzie promykiem nadziei dla innych kobiet. Przedstawiam Wam historię zdrady oraz jej konsekwencji. I kiedy pierwszy raz złamałam swoje zasady i to ja przeszłam na ciemną stronę. WYŚCIG ZA NIEDOŚCIGNIONYM, CZYLI ROMANS, JAKO POGOŃ ZA SZCZĘŚCIEM XXI wiek, to wieczna pogoń za wszystkim: za pracą, za szczęściem, za wygodnym życiem. W tej pogoni zapominamy, po co w zasadzie biegniemy, jaki jest nasz główny cel. Gonimy, aby gonić i nie wiemy już, po co? Gonimy, bo wszyscy gonią. Bo żyjemy w czasach, w których nakazuje się nam walkę o własne szczęście. Ale czym jest dla nas szczęście? Czy to nowe mieszkanie?, Nowy samochód?, Wycieczka zagraniczna?, Czy może rodzina?, Przyjaciele?, Miłość?. Ja uległam presji naszych czasów i wydawało mi się, że walczę o własne szczęście, ale czy rzeczywiście znalazłam szczęście? Jest  grudzień 2011 roku, zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Czuje się spełnioną kobietą, mam 34 lata, wysokie stanowisko Dyrektora, mam męża, mam już dorastająca córkę.  Wydaje mi się, ze mam już wszystko, czego może chcieć człowiek, ale to, co na zewnątrz, nie przekłada się na to, co wewnątrz. Do firmy przyjeżdża nowy klient- Dawid, który chce podpisać umowę z firma, w której pracuje.  Spotkanie przebiega pomyślnie dla obu stron i podpisujemy stała umowę. Zadowolona omawiam przebieg spotkania z kolegą Michałem, z którym prowadziliśmy negocjacje. Michał od razu mówi, że efekt był przesadzony na początku, bo jak klient wszedł to nie mógł oderwać ode mnie wzroku i cały czas był mną zafascynowany. Ja nie zgadzam się z tym, zaprzeczam, bo nic takiego nie zauważyłam. Kontrakt z nową firma trwa i rzeczywiście udaje mi się uzyskać wszystko, każdy nowy projekt trafia do nas, wybaczane nam są tez potknięcia. Coraz więcej osób z pracy mówi, ze jest to wynikiem zafascynowania klienta moja osobą. Wkurzona na plotki, jakie chodzą po firmie zamierzam im udowodnić, że tak nie jest i zamierzam zrobić prowokację. Wysyłam do klienta bezpośredniego smsa: „ Podobam Ci się?”. W zamian dostaję kilkadziesiąt smsów, które mnie przerażają: „Tak szaleje za Tobą”, „Ja też Tobie się podobam?”, „Tęsknię za Tobą”, „Chciałbym Cię zobaczyć” itp.  Przeszywa mnie dreszcz. Zdaje sobie sprawę, ze w pracy mieli racje, a tylko ja byłam ślepa. Jest wieczór, leżę z mężem w łóżku, a mój telefon nieustannie brzęczy, co chwile przychodzi sms. Mąż zaniepokojony pyta, kto o tej porze tak wysyłam mi sms-y? Odpowiadam, że to nowy klient zaniepokojony wynikami prowadzonego przez nas projektu. Sms-y dalej przychodzą. Zdenerwowana wyłączam telefon. Cała noc nie mogę spać. Zastanawiam się nad dyplomatycznym przywróceniem poprzedniej formy kontaktów bez straty dla firmy. Obawiam się, że moja arogancja spowoduje zerwanie umowy. Na razie postanawiam być formalna w stosunkach z klientem i wyznaczyć inną osobę do kontaktów z nim. Wysyłam mu następnego dnia informację, że ze względu na obowiązki wyznaczam do kontaktów z nim kierowniczkę projektów. Mam nadzieję, że to ostudzi jego namiętności i emocje lub może zmieni swój obiekt fascynacji. Ku mojemu zaskoczeniu plan przynosi spodziewany efekt, klient przestaje się ze mną kontaktować. Czasami wysyła tylko formalne maile. Zadowolona wracam na stare tory pracy. Plotki na mój temat umilkły. Tymczasem w domu coraz bardziej rozmijamy się z mężem i spędzamy coraz mniej czasu. Każde z nas je osobno, spędza inaczej czas, mało ze sobą rozmawiamy. Jesteśmy razem, ale jakby osobno. Gdy wracam zmęczona z pracy to i mąż i córka spędzają razem czas, nie chcą spędzać go ze mną. Nikt już nie chce słuchać moich anegdotek z pracy oraz jak mi minął dzień. Powrót do domu jest utożsamiany z grającym telewizorem, sprawdzeniem lekcji córki i przeglądaniem Internetu. Weekend to czas, kiedy jak sprzątam, prasuje, gotuje i nadrabiam domowe zaległości tygodnia, a mój mąż z córką jadą sobie na konie. Odskocznią i radością jest dla mnie praca, tam czuje się spełniona i szczęśliwa, w domu czuje się nikomu niepotrzebna, bo nikomu nie zależy na mojej obecności. Coraz bardziej uciekam w pracę, coraz mniej jestem w domu. To paradoksalnie prowadzi do tego, ze coraz mniej mamy wspólnego mężem. Każde z nas żyje swoim zżyciem, a nie ma naszego wspólnego małżeńskiego życia. Tak mijają dni i tygodnie. Nadchodzi maj 2012, moje urodziny. Jak zwykle w pracy przygotowują mi niespodziankę tort i prezent.  Niespodziewanie w firmie zjawia się klient. Zaprasza mnie na obiad z okazji urodzin. Mam dobry dzień i zgadzam się. Spędzamy miło czas, głównie rozmawiając i co mnie zaskakuje, ze przed nim jestem sobą, mówię szczerze, co myślę, nawet odnośnie jego postepowania i życia. Pierwszy raz od dawna czuje się swobodnie, czuję się sobą. On mówi mi to samo. Ciężko nam przerwać rozmowę. Niestety praca wzywa i muszę wracać do firmy, on musi wracać do warszawy. Rozstajemy się jak dobrzy przyjaciele. Wracam do firmy, jednak po niecałej godzinie klient dzwoni do mnie i prosi żebym wyszła przed firmę. Zaskoczona zjeżdżam winą na dół, gdzie on już czeka na mnie i wręcza mi prezent urodzinowy- bransoletkę z sercem. Nie chcę tego przyjąć, jednak on nalega i mówi, ze to serce symbolizuje moją dobroć, a nie ma żadnego podtekstu. W końcu przyjmuję prezent. Żegnamy się jak znajomi, ja wracam do firmy cała w skowronkach, on wraca do Warszawy. Od tego dnia zaczynamy ze sobą wymianę telefonów i smsów. Potrafimy rozmawiać kilka godzin dziennie o wszystkim i o niczym. Mam wrażenie, ze wreszcie jest w moim życiu ktoś, kto mnie słucha i ma dla mnie czas. W domu bez zmian. Mąż i ja żyjemy każde swoim życiem. Razem, a jednak osobno. Mija miesiąc od moich urodzin, gdy dostaję od klienta smsa: „Kocham Cię”. Tylko tyle i aż tyle. Wiem, że te dwa słowa zmieniają wszystko. Nie wiem, co mam zrobić i jak się zachować. Nie chcę go tracić, ale też nie chcę się angażować w miłość. Układ przyjacielski był ok. Ignoruje tego smsa. Nie wysyłam odpowiedzi. Jest koniec czerwca zbliża się mój urlop i wyjazd z rodziną. Nagle zjawia się Dawid i prosi, żebyśmy się spotkali na kolacji. Zgadzam się. Znowu rozmawiamy, śmiejemy się. On zaprasza mnie do siebie do domu, który wynajmuje. Tam pijemy wino, słuchamy muzyki, rozmawiamy. Niespodziewanie Dawid zaczyna mnie całować, zaczyna przebiegać łakomie dłońmi po moim ciele. Nie wiem, dlaczego, ale poddaje się temu. Poddaje się urokowi chwili. Gdy on chce czegoś więcej zrywa się i zamawiam taksówkę. Jestem trochę wstawiona, ale daje radę wrócić do domu. Po drodze mam wyrzuty sumienia, jak mogłam się tak zachować, jak mogłam to zrobić mojemu mężowi. Wracam do domu i kocham się z moim mężem, ale pęknięcie z poprzedniego wieczoru zostało. Czuję do siebie wstręt i jednocześnie dreszczyk emocji i podniecenia. Dawid wysyła mi kolejnego smsa, ze mnie kocha. Jednocześnie czuję, ze i nim i mną targają emocje. On też ma żonę i jest z nią, choć mi opowiada, że tak jak ja z mężem, tak on z żona nie potraf

Kobiece wyznanie: Zniszczyłam sobie życie przez własną głupotę...

Pewnie każdy z Was słyszał o tablicy ouija, czyli planszy, która miałaby wskazywać informacje od duchów zmarłych osób. Ja (i nie tylko) niestety przez własną głupotę chyba zniszczyłam sobie przez nią życie albo przynajmniej jego część. Jak to się zaczęło?

Wyznanie: Wiem, że ludzie rzadko przyznają się do tego, ale co mi szkodzi?

Wiem, że ludzie rzadko przyznają się do tego, ale co mi szkodzi? Jestem osobą chorobliwie, bezgranicznie zazdrosną i nie potrafię kompletnie sobie z tym poradzić. I niestety widzę, że to niszczy mój związek.

Wybrane dla Ciebie

Dlaczego warto do nas dołączyć?

  • korzystanie z serwisu jest całkowicie darmowe
  • jesteśmy ogromną społecznością kobiet z pasją
  • pokaż swoje porady i inspiracje milionowej społeczności
  • wypromuj swój blog

Rejestracja

Aplikacja KobiecePorady.pl